Moda na diagnozę

„A dlaczego to od razu musi być diagnoza? Czemu nie można po prostu takim być?” – powiedziała do mnie kiedyś kuzynka.

Faktycznie w ostatnim czasie wzrosła potrzeba by nadać nazwę temu, jakie mamy cechy, zachowania czy trudności. Najwyraźniej ludziom przestaje wystarczać samo bycie – chcą to zrozumieć, dociec przyczyny własnych postaw, kryzysów, działań. Im więcej wiemy o samych sobie, tym większy mamy wpływ na to, jak będziemy reagować na samych siebie i otaczający nas świat. Rozumiem tę potrzebę.

Często jednak kryje się za tym znacznie więcej. Na diagnostykę trafiają nie tyle osoby pragnące wiedzy o samych sobie, co osoby, które nie rozumieją dlaczego tak trudno jest dopasować się do standardów kulturowych czy społecznych. Hamowanie swojego temperamentu by nie wyróżniać się z tłumu lub podkręcanie tolerancji społecznej w tym samym celu to jedne z przykładów takich trudności.

Z czym jeszcze mierzą się osoby, które całe życie ciężko pracują, by nie było widać, że są inne?

  • Weryfikują wszystko to co myślą o świecie i co mogą o nim powiedzieć, by nie narazić się na krytykę.
  • Cały czas obserwują reakcje otoczenia na to co mówią, jak gestykulują, jak siadają, w którym miejscu stają.
  • Nadmiernie zamartwiają się opinią innych w obawie o krytykę i niedopasowanie.
  • Nie przejawiają własnych zainteresowań także z obawy o krytykę i niedopasowanie. Często też rezygnują z własnych zainteresowań w imię próby dopasowania się do reszty.
  • Odczuwają poczucie winy przez bycie innym.
  • Czują się wybrakowani, przez nieumiejętność dopasowania się do większości.
  • Często udają, że rozumieją zachowania/rozmowy grupowe, mimo że czają się w istocie zagubieni.
  • Nie potrafią zbudować równoprawnych związków przez poczucie bycia gorszym lub niedopasowanym.
  • Mają znacznie obniżoną samoocenę poprzez nieumiejętność łatwego funkcjonowania codziennego.
  • Odczuwają wstyd za nieumiejętność wejścia w odpowiednią rolę i wypełniania związanych z nią obowiązków.
  • Nie potrafią utrzymać stałej pracy lub dokończyć edukacji na poziomie odpowiednim dla ich możliwości.
  • Nie znają swoich możliwości i nie rozwijają swoich talentów.

A to tylko wierzchołek góry lodowej trudności, z którymi się mierzą. Bardzo często zaburzenia, na których diagnostykę trafiają klienci, mają wpływ na relacje z rodziną, partnerem/partnerką, odczuwaną satysfakcję z życia.

Brak diagnozy oznacza dla takich osób brak wyjaśnienia ich trudności, branie objawu zaburzenia za własną cechę. Za tym idzie coraz gorsze myślenie o sobie samym, co może prowadzić do intensywnych epizodów depresyjnych czy myśli samobójczych. A to jak wiadomo jest już zagrożeniem życia.

Nie wydaje mi się, byśmy naddiagnozowali ADHD, autyzm czy depresje (najczęstsze, trafiające do mnie przypadki). Takich osób ciągle jest zbyt mało wśród nas, by dać im pełne prawo do bycia takimi, jakimi są. Takiego prawa nie daje np. system szkolny wymagając korekty zachowania i podległości, przerzucając przy tym odpowiedzialność za to na rodzica, zamiast wspomagać rozwój dziecka w kierunku spójnym z jego indywidualnymi predyspozycjami.

Nie mówię tu o zwolnieniu kogoś z przestrzegania umowy społecznej, w której wszyscy funkcjonujemy. Chodzi mi o prawo takich osób do równych doświadczeń szkolnych, rówieśniczych i zawodowych. O prawo do równego rozwoju w spójności z samym sobą i bez wykształcających się na podłożu opresyjnym zaburzeń zachowania czy nieprawidłowo kształtującej się osobowości.

Jeśli diagnostyka miałaby przynieść ulgę to tak, jestem za tym, by diagnozować na potęgę – jeśli jest to uzasadnione. A potem pozwolić tym ludziom, by czuli się po prostu sobą i dali samym sobie akceptację i życzliwość.

W diagnozie nie może chodzić o uzyskanie glejtu na zachowania krzywdzące innych bądź siebie. Ma w niej chodzić o wyjaśnienie trudności. Ma ona być narzędziem do akceptacji siebie i rozwoju w zgodzie z samym sobą. Jeśli tak to działa to nie ma naddiagnostyki ani mody na diagnozę. Jest tylko rozwój świadomości zarówno własnej, jak i społecznej.

Dzięki wzrostowi wiedzy w przestrzeni publicznej o neuroróżnorodności (nie o zaburzeniu – choć kryteria diagnostyczne używają tego stwierdzenia) czy depresji zwiększa się równouprawnienie tych osób do edukacji, doświadczeń rówieśniczych, pracy, przestrzeni publicznej. Dzięki większej świadomości czym jest wypalenie zawodowe i większej diagnostyce w tym zakresie mamy szansę na zmianę relacji na linii pracownik-pracodawca i na tworzenie przyjaznych miejsc pracy. Przede wszystkim zaś mamy wtedy szansę na zmniejszenie stanów depresyjnych czy zaburzeń zachowania, nieprawidłowo kształtujących się osobowości, zaburzeń lękowych i innych trudności, które wynikają z braku diagnostyki.


Discover more from Na szlaku. Terapia i rozwój

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Skomentuj

Odkryj więcej z Na szlaku. Terapia i rozwój

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej