Jak nauczyć się kreatywności zmieniając plany w ostatniej chwili?

„Ciekawe, czy Blake  był na kacu, gdy ujrzał wszechświat w ziarenku piasku?” –  pyta Tom Hodgkinson w mojej absolutnie ulubionej książce Jak być leniwym. Tekst o kacu jest po prostu idealny na piątek, piąteczek, zwany również piątunio. Zwłaszcza, jeśli właśnie planujesz swoje aktywności na weekend.

Ludzie dzielą się na dwa typy (poza tym, oczywiście, że dzielą się na miliony innych typów – w zależności od tego, jaką tezę chcemy akurat wysnuć) – takich, którzy planują zawczasu i takich, którzy spontanicznie zmieniają wszystkie plany by pójść na imprezę do koleżanki z pracy. Przywiązanie do planowania, do ustalonych wcześniej działań jak najbardziej rozumiem – konsekwencja przede wszystkim. Ale jakże bliska jest mi spontaniczność i płynące z niej benefity!

Dziś rozmawiałam w pracy o kreatywności, innowacji i prokrastynacji, która zdaniem jednych kreatywność hamuje, a w opinii innych przeciwnie – stymuluje. Znacie z pewnością takich szefów, którzy włączają stoper, gdy zbliżacie się do ekspresu do kawy. Łażą między biurkami i zadają co chwila to gotujące krew w żyłach pytanie: „Co teraz robisz?”. „Pracuję, do cholery! A co?!” – chciałoby się odpowiedzieć. A zamiast tego spokojnie wskazujecie na maile, arkusze kalkulacyjne, czy co tam akurat macie na ekranie. Kontrola przede wszystkim – czas to pieniądz. Każda sekunda poświęcona na pracę to dobrze wydane pieniądze szefa. Pensja pracownika, która nie idzie w błoto. Tylko projekt zrobiony przed terminem to dobrze zrobiony projekt – taka firma, proszę Państwa.

Ale są też inne modele pracy – takie, w których szef oglądał podcast TEDx talk Adama Grant’a The  surprising habits of original thinkers. W ciągu 15 minut dowiecie się z niego, dlaczego prokrastynacja jest w zasadzie twórcza. Czekanie do ostatniej chwili niekoniecznie, ale zwlekanie z niektórymi zadaniami – jak najbardziej tak.

Niektórzy mówią też o tym „Efekt Zeigarnik”. Kiedy w głowie zasiejemy myśl o jakimś zadaniu, a później przerywamy je na jakiś czas i zajmujemy się czymś innym. Nasz mózg nieświadomie cały czas pracuje nad rozwiązaniem problemu – czerpie z najróżniejszych dziedzin – z odbierania dzieci z przedszkola, z rozmów w warzywniaku, z organizacji towarów na półce w Tesco, z rozmów towarzyskich na stołówce czy nawet z kojącego dźwięku mielonej przez ekspres kawy. Zapach kofeiny uwalnia kreatywność i nagle rozwiązanie jest nie tylko oczywiste, ale nawet o wiele lepsze, niż tych kilka pomysłów skleconych na szybko i wysłanych do szefa 5 minut po zadaniu pytania.

Podobnie jest z planowaniem – jeśli postępujesz zgodnie z planem możesz spodziewać się tylko zaplanowanych wydarzeń. Ba! Jakakolwiek komplikacja może sprawić, że cały plan runie w gruzach i nie będziesz wiedzieć co dalej robić. Zmiana planów i udział w imprezie im promptu może ostatecznie skończyć się tym, co po weekendzie opiszesz jako „epickie”. Albo dzięki czemu będziesz mieć szansę na „ujrzenie świętości w otaczającym świecie” (Josh Glenn dla „Idlera”).

Prokrastynujcie więc w planowaniu weekendu. Zostawcie miejsce na spontaniczność. A zaproponowaną bez uprzedzenia imprezę potraktujcie jako szkolenie z kreatywności.

Pozdrawiam,

O.

P.S. Photo from Pixabay by rawpixel.


Discover more from Na szlaku. Terapia i rozwój

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Skomentuj

Odkryj więcej z Na szlaku. Terapia i rozwój

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej