Na pewnym szkoleniu powiedziano mi kiedyś, że w badaniu przeprowadzonym przez Harris Poll na grupie 23 000 kluczowych pracowników w większości ważnych firm w USA tylko 37% miało jasność co szefostwo chce osiągnąć i w jaki sposób chce to zrobić, 1 na 5-ciu pracowników był entuzjastycznie nastawiony do celu, zespołu i firmy, 1 na 5-ciu stwierdził, że ma jasne rozumienie jak jego zadania związane są z celami zespołu i firmy a mniej niż połowa miała satysfakcję z pracy i poczucie, że firma ich wspiera w realizacji swoich obowiązków.
Brzmi znajomo? Pewnie, takie są realia. Wiadomo. Nie ma co się specjalnie nad tym zastanawiać. Bo to tylko masa cyfr i statystyk. Pani Jadzia i tak będzie robiła tyle ile jej każą, bo nie ma większej formy przekonywania niż hajs a dzieci trzeba wyżywić. Prawda?
No to spróbujmy metafory. Gdyby firma była boiskiem piłkarskim tylko 4 na 11 graczy wiedziałoby, która bramka jest ich. Tylko 2 na 11 graczy w ogóle by to obchodziło. Tylko 2 wiedziałoby co w ogóle mają robić na boisku a mniej więcej połowa grałaby przeciwko własnej drużynie, a nie przeciw przeciwnikom.
Z takim obrazkiem ciężej się pogodzić. Mądry szef od razu wychwyci, że wyrzuca pieniądze w błoto. Płaci bandzie nieskoordynowanych dzieciaków za grę w dwa ognie, podczas gdy marzy mu się międzynarodowa liga footballu. Więc wtedy wchodzi coach.
Wchodzi? Otóż nie wchodzi.
Innym razem, jechałam do pracy (w której nie wolno słuchać radia) i słuchałam w radiowej Trójce audycji o tym, czy Polacy odczuwają satysfakcję z pracy. Jak myślicie? Odczuwają? Zdecydowanie nie. Na antenie rozbrzmiewały skargi i narzekania. Telefonów informujących o tym, że praca jest super było jak na lekarstwo. Redaktor przytoczył w tym momencie badania słynnych Amerykańskich naukowców, którzy w pocie czoła odkryli, że doceniany, dowartościowany pracownik, który czuje się częścią zespołu i jest współodpowiedzialny za sukces całej firmy nie tylko pracuje lepiej i chętniej. Byłby nawet w stanie zaakceptować niższe wynagrodzenie, bo przecież praca jest ważna. I sprawia mu przyjemność. Redaktor dodał też, że Polscy pracodawcy najwyraźniej nie dotarli jeszcze do tych badań.
Pokutuje u nas ciągle przekonanie, że coach to strata pieniędzy i niczego w zespole nie zmieni. Że ludzie po prostu tacy są i trzeba to jakoś obejść, dostosować się.
Cóż, jako psycholog wiem, że tak – ludzie tacy są. I jako coach wiem też, że wcale nie trzeba wiele zmieniać. A już z całą pewnością nie ludzi. Bo przecież nie ma takiej siły we wszechświecie, która z Prosiaczka zrobi Tygryska. Choćby coach brał 15 000 zł za jeden trening efektywności indywidualnej.
Czyli co? Impas? Nic się nie da zrobić? Metafora drużyny piłkarskiej, choć urzekająca, nie ma mocy sprawczej i jednak statystyk nie przeskoczymy?
Nie no, bez przesady. Coaching to przecież candyland psychologii. Tu wszystko jest możliwe. Jak działają te czary? Przede wszystkim uczę obie strony barykady efektywnej komunikacji. Okazuje się, że rozmowa o wzajemnych oczekiwaniach przynosi zdumiewające skutki. Podobnie jak wyuczenie pracowników, by nie bali się pytać. O wszystko. I szefów, by mówili. A wszystkich, bez wyjątku uczę uważności na różnice indywidualne, bo skoro ktoś jest zupełnie inny niż ja, oznacza jedynie, problemy dla mnie nierozwiązywalne być może dla niego będą prostymi zagadkami. I odwrotnie. Kiedy wszyscy świadomie pracują na osiągnięcie jakiegoś celu, wówczas rywalizacja między pracownikami zamienia się we współpracę.
Wyobraźcie sobie takie zadanie. 7 osób, 7 patyczków. Osoby stają w kręgu, blisko siebie. z Patyków układają kółko, które trzymają w dłoniach. Ćwiczenie polega na położeniu kółka na podłodze tak, by się nie rozpadło. Uda się? Pewnie, że się uda. Chodzi przecież, żeby położyć kółko, a nie, żeby Iksiński pierwszy położył swój patyk na ziemi. Taki sam efekt przyniesie nadanie grupie pracowników wspólnego celu.
Odpowiednie dobieranie zespołów, konstruktywne wykorzystanie cech interpersonalnych do poprawy efektywności pracy, dostosowanie miejsca pracy do potrzeb pracownika i włączenie ich w pracę nad celem firmy – to magiczne zaklęcia, które potrafią zmienić nawet największy beton polskiej gospodarki w innowacyjne przedsiębiorstwo.
Carry to try?
Pozdrawiam,
Olga
P.S.
Photo from Pixabay by LAWJR. Thx.


Skomentuj