Wielkie rewolucje nie dzieją się w jeden dzień

Znacie to: rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady? Pewnie, że znacie. Nie da się korzystać z Internetu i nigdy nie natrafić na takiego mema. Takich historii, gdzie ktoś rezygnuje ze wszystkiego co robi i zaczyna podążać ścieżką swojej pasji (na końcu której zawsze czeka garniec złota) jest całe multum.

Ba! One (te historie) są zespolone z coachami, którzy mówią ludziom: chcesz, to potrafisz. Jeśli tego nie robisz, to chyba faktycznie nie chcesz. W idealnym świecie wygląda to więc tak: masz dość tyrania od 8 do 16 więc zwijasz manatki i od dzisiaj prowadzisz najlepszą piekarnię w okolicy, robisz to co kochasz a na dodatek szybko odnosisz medialny sukces, bo twój chleb chcą pokazywać w każdej telewizji śniadaniowej.

Cóż, szczerze powiedziawszy takich historii jak powyższa nie ma za wiele. Jeśli w ogóle są to chyba tylko w świątecznych filmach familijnych na Hallmark.

Każda tego typu rewolucja to misternie przygotowany plan. Zmiany zaczynają się dziać dużo wcześniej. Najprawdopodobniej około roku wcześniej, kiedy dopiero kiełkuje to palące od środka przekonanie: tak nie może dalej być. Rodzi się niezgoda na obecne status quo,  na to bezproduktywne marnowanie czasu w robocie do 16 (a potem do 18 w nadgodzinach, za które nikt nie zapłaci). Kiedy życie zaczyna przypominać regulamin pracowniczy albo wykaz obowiązków często czara goryczy się przelewa. W końcu kto nie chce wracać do domu o rozsądnej porze? Na tyle wcześnie by znaleźć czas i energię na fitness czy rozrywkę? I jeszcze mieć na to pieniądze! Albo chociaż widywać swoje dzieci zanim jeszcze usną? Myślę, że sporo osób przechodzi kryzys, kiedy sprawy przybierają niekorzystny obrót.

Myśli się wtedy: rzucę to. Zmieniam pracę – już teraz, natychmiast. I zaczyna się przeglądanie ofert: tu nie spełniamy wymagań, tam pieniądze są za małe, gdzieś znów nie odpowiada nam atmosfera pracy bo firma ma złą renomę. Czasem branża jakaś taka nie w smak, innym razem stanowisko totalnie od czapy. Zaczyna się kręcić nosem na większość ofert, bo prawdę mówiąc, robota skrojona na miarę to naprawdę rzadkość. Widzimy coraz więcej kompromisów, które musielibyśmy podjąć, by faktycznie zmienić pracę. Niektórzy wycofują się z tego projektu – zostają na starym stanowisku. Inni docierają do punktu granicznego i robotą rzucają – czas w końcu zacząć coś swojego.

Ale do tego też trzeba się przygotować. Potrzebne są środki. I pomysł taki, że mucha nie siada. Konieczny będzie także odpowiedni research, przegląd konkurencji, ocena ryzyka. Najlepiej opracować sobie taki plan, w którym stać nas na rozruch biznesu. Stawianie wszystkiego na jedną kartę jest dość ryzykowne. Trzeba więc działać etapami. Dopiero ostatnim punktem jest mały, ale dobrze prosperujący biznes przynoszący satysfakcję i korzystny work-life balance.

A jeśli decydujemy się nie iść na barykady tylko zostać tam, gdzie byliśmy? Wtedy rewolucja jest mniejsza. Powoli dojrzewa się wtedy do wycieczki do gabinetu przełożonego. To poczucie marnowania życia w korpo-kieracie może spokojnie przełożyć się na rozmowę o podwyżce, obowiązkach pracowniczych albo nowym stanowisku w pracy. Ale tak samo, jak w przypadku wielkich rewolucji – te mniejsze też potrzebują czasu na zgromadzenie amunicji.

Porywy serca są zarzewiem zmian, nie ich motorem. Tym, co ciągnie nas do lepszej formy jest plan. Im lepiej w niego zainwestujemy, tym łatwiej będzie nam go realizować. Choć generalnie łatwo nie będzie.

Jest takie powiedzenie: Nie myl swoich kulis z cudzą sceną. Świetnie się tu sprawdza. Kulisy to wszystko to, co ciągnie nas w dół – problemy, trudności, brak kasy, brak wyobraźni, motywacji itp. Znamy to, boleśnie nas to dźga pod żebrem każdego dnia. Tym mocniej, im bardziej kontrastowo zestawimy to ze sceną kogoś innego – czyli ociosanym, oszlifowanym finalnym produktem, który pięknie pomalowany błyszczy się na wystawie. Przykładowo w przypadku zmiany mieszkania sceną jest piękna, wielkopowierzchniowa nieruchomość urządzona w designerskim stylu. Kulisami będzie zmaganie się z kredytem, stres związany z finansami, ogromna ilość czasu poświęcona na wyszukiwanie detali do nowego domu. Widzimy tylko jak pięknie nowe wazony prezentują się na stole. Patrząc na nie łatwo zapomnieć o tym ile się trzeba za nimi nachodzić, albo, że będzie się je spłacać przez kilka następnych lat.

Pamiętajcie – sukces nie spada z nieba. I żadna rewolucja (tak jak i żaden remont mieszkania) nie dzieje się w jeden dzień.

Pozdrawiam jesiennie,

Olga

P.S. Obrazek od WikiImages z Pixabay przedstawia obraz obraz Eugène’a Delacroix Wolność wiodąca lud na barykady.


Discover more from Na szlaku. Terapia i rozwój

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Skomentuj

Odkryj więcej z Na szlaku. Terapia i rozwój

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej