Czy wiecie czym jest TEDx? To taka grupa pasjonatów, którzy organizują konferencje na przeróżne tematy – od biznesu, przez naukę, aż do ogólnoświatowych wątków. Konferencje są krótkie, przyjemne, prelegenci gadają w inspirujący sposób przez 20 minut, potem można ich jeszcze dorwać na przerwie, a po wszystkim oglądać do woli na YouTube ich wystąpienia. O wszystkim.
Mam kilka swoich ulubionych: Alix Lambert Don’t blame the bully, blame the system, Esther Perel Rethinking infidelity… a talk for anyone who has ever loved, Mel Robins How to stop screwing yourslef. I jeszcze kilka innych, które kiedyś widziałam, zapadły mi w pamięć, ale nie potrafię ich odnaleźć.
Korzystam z TEDx-ów w pracy od 7 lat. Na uczelni, kiedy wykładałam takie przedmioty jak moda i nowoczesność, albo poetyka i praktyka blogowania czy analiza i interpretacja. Są świetnym uzupełnieniem zajęć językowych a i w coachingu się przydają (jako praca domowa). Stanowią punkt wyjścia do dyskusji, są moimi receptami. Często łapię się na tym, że zalecam znajomym albo klientom: „Obejrzyj TEDx’a o tym, to zrozumiesz lepiej o czym mówię”.
Miliony przemówień i to o wiele bardziej inspirujących niż niejeden tekst naukowy, artykuł w gazecie albo nawet empiryczne doświadczenie jakiegoś przełomu. Wszystkie dostępne od ręki, z napisami, bez, dowolnie – na stronie TED’a albo na YouTube. Każdy może obejrzeć takie wystąpienie i wziąć z niego coś dla siebie. Coś o regulacji emocji, stresie, kreatywności, miłości, ale też o organizacji domu, zakładaniu własnej firmy, odwadze, działaniu, o tolerancji, o nastolatkach i o starszych ludziach.
Przy całym moim bezsprzecznym zachwycie ideą i samymi prezentacjami TED’a w końcu sama mogłam wziąć udział w takiej konferencji. W Katowicach, ekipa TEDx’a odpaliła jakiś czas temu tę zacną inicjatywę i teraz samemu można posłuchać, z pierwszej ręki, o ekosystemie, o tym, jak zacząć od siebie (akurat tym razem). Przesympatyczni prelegenci perorowali w sobotę ze sceny o minimalizmie, ruchu zero waste, o lean manufacturing w diagnostyce nowotworowej, o wpływie na rzeczywistość, o micie feniksa i o odpowiedzialności w social media. Było raz lepiej, raz gorzej. Jakość wystąpień bardzo dobra, choć nie wszystko do mnie trafiło – nie musiało.
Co mnie jednak uderzyło najbardziej to specyficzna widownia. Głownie młodzi ludzie z przedziału 20-30. Wyglądali wszyscy dość podobnie. Specyficzna stylówka młodziaków żywiących się w koopeatywie spożywczej i ubierających się na niszowych bazarach. Pasowali mi do piosenki Korteza Coffee paste. Nie umniejszam wcale widowni, sama tam byłam. Z hipsterskim kubkiem kawy w ręce, dumnie mówiąca, że zajmuję się coachingiem (proszę, to moja kolorowa wizytówka). Nie mogę się jednak opędzić od wrażenia, że to rozrywka młodych, naiwnych ludzi, którzy chcą przekazać specyficzny zachwyt nad epifanią. Pojawiało się to kilka razy – nawiązanie do „typowych historii TEDx’a”, gdzie zaczynasz chorować i całe Twoje życie się zmienia. Przynajmniej trzech prelegentów na sześciu skorzystało w sobotę z tej metafory. Jeden opowiedział taką historię (no, w zasadzie dwójka, a nawet trójka czy czwórka…). Boję się bardzo, że TEDx Katowice nie będzie krzewił idei, które będzie chciał oglądać cały świat. Że skończy się, jak większość inicjatyw z tej grupy wiekowej, na środowisku wzajemnej adoracji, które nieprzychylne ludziom z zewnątrz robi prezentacje o tym, co de facto kształtuje kulturę hipsterską. Po latach będzie miało to wybitną wartość historyczną, cały TEDx. A dziś?
Motto Ideas worth spreading zaczyna być coraz mniej pojemne. Ile jeszcze technologii, rozrywki i designu zmieści się na serwerach TED’a, ile innowacji są w stanie zmieścić w 20-minutowych przemowach o tym, jak zmieniło się czyjeś życie? Można to powtarzać – te modele wyjątkowych przemian, próbować dojść tam, gdzie wygodnie rozgościł się już ktoś inny, szukać swojego przełomu. A ja bym chciała w końcu usłyszeć o tym, że wcale nie trzeba tego przełomu, wielkiego gestu od wszechświata, który zmieni nasze życie. Ta zmiana jest, i co ciekawe – ona zawsze jest aktywna. Pracuje w nas – to, czego chcemy. Zapędza nas w kozi róg i każe dostosowywać życie do tego, co wybraliśmy. Nie? Nie dzieje się? No to coaching w takim razie. Bo coaching tak działa – jak inspirująca prezentacja TED’a – obietnica przemiany. Jest jednak lepszy – bo działa na waszym życiu, nie trzeba już powielać cudzego.
Pozdrawiam,
Olga


Skomentuj