Zastanawiałam się wielokrotnie jak to jest z tymi komplementami. Lubimy je, czy wręcz przeciwnie? Włoszki pięknie przyjmują wszelkie pochlebstwa. Polki z pąsowym rumieńcem nie dowierzają. O facetach w ogóle nie wspominam, bo dla nich komplement to dzicz i orient – owszem, nam czasem mówią miłe rzeczy, ale sami cudu uprzejmości praktycznie nie uświadczają.
Jak kobiety wokół was reagują na komplementy? A, to zależy od kogo są (komplementy oczywiście, nie kobiety). Kiedy koleżanka mówi nam, że mamy fajny ciuch zazwyczaj kwitujemy sprawę, że z przeceny albo staroć. Jak mówi, że ładnie dziś wyglądamy to obracamy to w żart, że tylko się uczesałyśmy i już. Jakby nasze własne przymioty miały robić komuś przykrość! Maskujmy więc, że jesteśmy dziś wyjątkowo atrakcyjne albo mamy dobry gust – dla komfortu koleżanek (które, swoją drogą, już wiedzą – w końcu mówiły).
Kiedy autorem komplementu jest kolega reakcja jest już inna. Czasem dziękujemy, zdarza się co niektórym paniom, wziętym z zaskoczenia. Zazwyczaj jednak płoniemy rumieńcem, obracamy w żart albo zmieniamy temat. Zazwyczaj jednak pojawia się pewnego rodzaju zdziwienie, bo przecież ktoś właśnie złamał konwenans, niepisaną umowę, że o aparycji nie gadamy.
A przyjaciele i rodzina? Och, tu komplement staje się narzędziem walki. Zazwyczaj odbija się taki tekst od tarczy sarkazmu i uderza w nadawcę z większą jeszcze siłą: „Nienormalny jesteś?”, „Co ci się dzisiaj stało?”, „Are you talking to me?!”.
Obce osoby komplementujące nas na ulicy czy w warzywniaku znajdują się całkowicie poza skalą.
Komplementy wobec mężczyzn to osobna sprawa. Po co kobiety miałyby komplementować facetów? Musi chodzić o seks. No po prostu musi. Nie, że zadbany, miły, dobrze wychowany pan i wypada mu to powiedzieć. Tak się nie robi. A panowie panom – sytuacja robi się mocno podszyta Iwaszkiewiczem. Lepiej unikać. Powiedzmy lepiej, że ma fajne auto albo buty, a nie, że zaradny czy, że ładnie w tych butach wygląda. A potrafią nam przecież ci mężczyźni dobrze zawyglądać czasem. Szkoda, że kult twardego faceta każe nam te momenty pozostawiać bez komentarza.
Swego czasu w „Wysokich Obcasach Extra” ukazały się dwa fajne teksty na ten temat. Jeden dotyczy komplementowania mężczyzn, drugi kobiet (którego nie potrafię znaleźć online). Co z nich wynika? Już streszczam: nie komplementujemy mężczyzn, bo tak nas wychowano. Nie potrafimy przyjmować komplementów (kobiety), bo pruderia, wstyd i skromność – katolicki chów we wstydzie i niska samoocena (to chyba jasne). A przecież tyle z tego korzyści?
Komplement może być narzędziem. W zacieśnianiu relacji, np. handlowej, komplement buduje relację wzajemności. Nie tylko w dziale sprzedaży – będzie procentował także w warzywniaku na osiedlu albo u pana Włodka, szefa robotników od remontu. Komplement wikła nas w relację, sprawia, że chcemy obdarzyć komplementującego taką samą dawką uwagi i uprzejmości, jaką otrzymaliśmy. A że jesteśmy narodem wygłodniałym i nienawykłym do atencji – każda jej forma liczy się podwójnie (i przekłada na rabat od Włodka i darmowe pomidory w warzywniaku).
Komplement odpowiednio przyjęty i zasadzony zadziała też jak korzeń wartości. Wejdzie głęboko w nasze jestestwo i zacznie snuć podskórną sieć korzeni, na których w końcu wyrośnie pewność siebie, wiara we własne możliwości i poczucie bycia zauważonym. W dłuższej perspektywie – wychodzi taniej niż coaching (a już z pewnością taniej niż terapia!).
Nam zaś, kiedy komplementujemy innych, też przynosi wiele radości. Bo to takie jakby czynienie dobra minimalnym nakładem kosztów. A wszyscy z nas, którzy wychowali się na Przyjaciołach wiedzą, że nie ma czegoś takiego jak bezinteresowny dobry uczynek. Joey nauczył nas (poza łączeniem mięsa i dżemu), że każdy akt dobroci przynosi nam taki sam ładunek pozytywnej energii. Możecie obejrzeć to tu. Komplementujmy się więc i obserwujmy zmiany po obu stronach barykady – może sami poprawimy sobie tym nastrój, może ludzie wokół nas zaczną chodzić bardziej wyprostowani i z uśmiechem oddadzą nam też jakąś małą uprzejmość.
Pozdrawiam,
O.


Skomentuj